Zdenerwowana, nie zauważyłam jeziora i wpadłam w nie. Parsknęłam i ryknęłam, po czym wyleciałam. Nie na widzę wody!
Mknęłam przez las w furii. Po kilku sekundach wbiegłam do centrum watahy. Stanęłam dęba, gdy Kimm odwrócił się w moją stronę.
Thalia? - spytał nie pewnie.Przychnęłam gniewnie. Miało to oznaczać: "Tak!", ale chyba zabrzmiało to bardziej jak: " Jaka Thalia?! Spadaj idioto!" bo zwinął mnie nie spodziewanie w kokon, usiłując udusić. Z łatwością spaliłam kokon i powoli podeszłam do Alfy. Popatrzyłam mu prosto w oczy. Widziałam strach, wspomnienia, smutek i żal.Lecz o dziwo uspokajało mnie to. Zamieniłam się z powrotem w wilka.Nadal wpatrywałam się w niego bez słowa. Odwróciłam się i poszłam do mojej jaskini, a Samiec Alfa oszołomiony stał nadal w tym samym miejscu.
Gdy weszłam do środka zalałam się łzami. Nagle poczułam na sobie czyjąś łapę.
< Ktoś? Może Kimm, Dante albo Kat? >
wtorek, 8 lipca 2014
Parę informacji
1. Wyjechałam na wakację, dlatego też proszę aby opowiadania wysyłać do użytkownika Katrina777
2.Przypominam o przysyłaniu ,,głosów" oraz przypominam Alfom o wyborze na betę.
3. Wszystkie wilki zostaną postarzone o pół roku (+,5)
2.Przypominam o przysyłaniu ,,głosów" oraz przypominam Alfom o wyborze na betę.
3. Wszystkie wilki zostaną postarzone o pół roku (+,5)
Thalia znów obecna!
Thalia jest znów obecna i ponownie może pisać opowiadania za siebie i pisać CD historii innych wilków.
Od Kimike
Wlokłam się po plaży, rozgarniając brudnymi łapami piasek. Łzy dawno przestały płynąć mi z oczu, może z odwodnienia, a może z pustki wypełniającej mnie po rozpaczy. Straciłam wszystko. Lionela, rodzinę, przyszłość...
Usłyszałam za sobą kroki. Przerażona perspektywą spotkania się z kimś pobiegłam do lasu, na skraju plaży i zatapiając pazury w ziemi schowałam się za krzakiem. Przeklinając swoje różowe futro patrzyłam na przechodzącego obok mnie wilka. Nie był to jednak normalny wilk. Była to raczej wilczyca, miała futro czarne jak śmierć, białe łapy i opalizujące śnieżne oczy. Po skórze przebiegł mi dreszcz, a ona zaczęła się śmiać. Piskliwe, coraz głośniej. W końcu przestałam słyszeć nawet szum fal rozbijających się o brzeg. Nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku, a co dopiero poruszyć się. W końcu mara zamknęła pysk i ruszyła powolnym krokiem w moją stronę. Mogłam tylko patrzeć na nią szeroko otwartymi oczami.
Zatrzymała się tuż przede mną, a jej futro powiewało na morskim wietrze. Odezwała się, sycząc niczym wąż;
-Kochana, nie ssstój tak na zimnie, nie zrobię ci krzywdy. Podejdź.
Nie podeszłam, ale za o poczułam przyjemne ciepło rozlewające się po moim ciele, od czubków uszu, po końcówkę ogona. Przymrużyłam oczy, starając się zachować czujność. Wilczyca tylko uśmiechnęła się lekko i zniknęła w okamgnieniu.
Usłyszałam za sobą kroki. Przerażona perspektywą spotkania się z kimś pobiegłam do lasu, na skraju plaży i zatapiając pazury w ziemi schowałam się za krzakiem. Przeklinając swoje różowe futro patrzyłam na przechodzącego obok mnie wilka. Nie był to jednak normalny wilk. Była to raczej wilczyca, miała futro czarne jak śmierć, białe łapy i opalizujące śnieżne oczy. Po skórze przebiegł mi dreszcz, a ona zaczęła się śmiać. Piskliwe, coraz głośniej. W końcu przestałam słyszeć nawet szum fal rozbijających się o brzeg. Nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku, a co dopiero poruszyć się. W końcu mara zamknęła pysk i ruszyła powolnym krokiem w moją stronę. Mogłam tylko patrzeć na nią szeroko otwartymi oczami.
Zatrzymała się tuż przede mną, a jej futro powiewało na morskim wietrze. Odezwała się, sycząc niczym wąż;
-Kochana, nie ssstój tak na zimnie, nie zrobię ci krzywdy. Podejdź.
Nie podeszłam, ale za o poczułam przyjemne ciepło rozlewające się po moim ciele, od czubków uszu, po końcówkę ogona. Przymrużyłam oczy, starając się zachować czujność. Wilczyca tylko uśmiechnęła się lekko i zniknęła w okamgnieniu.
***
Ciepło czułam jeszcze długo po tym, jak nieznajoma zniknęła. Pozostawiła po sobie tylko wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, skórzaną torbę z jedną kieszenią i malutki odtwarzacz muzyki, z którego, jak przeczytałam, do moich uszu sączyły się Cztery Pory Roku. Przyczepiłam sprzęt do torby, którą zarzuciłam na grzbiet. Musiałam znaleźć źródło wody, bo odnalezienie watahy stało się dla mnie niemożliwe. Spragniona i głodna stawiałam przed sobą kolejne kroki, ślepo podążając za gwiazdą przeznaczenia, która nie istniała.
Po paru godzinach mozolnej wędrówki teren zaczął się podnosić. Piasek zmienił się w łaskoczącą mnie trawę. Muzyka już dawno przestałą płynąć, a ja poczułam, że muszę zaśpiewać piosenkę, którą często nuciłam w zaciszu mojej ciemnej jaskini. Czasami niewolnik w celi obok mnie pomagał mi, gdyż dostał fujarkę. Stanęłam więc na skraju urwiska, a fale słuchały mojego głosu przezierającego się przez ciszę. Trawa przestała szumieć, drzewa zastygły w bezruchu, tak jak powietrze wokół mnie.
Po kolei pojawiały się wokół mnie zmarli. Stare wilki o czerwonych oczach z malunkami pokrywającymi ich futro, niebieskie wilczyce z białymi oczami, a także wiele innych wilków. Pojawili się też ci, których znałam. Lionel, Amy, nawet była alfa watahy, Sombra. Ich głosy przyłączyły się do mojego, śpiewaliśmy aż zapadł zmrok. Piosenka po piosence, dźwięki wznosiły się i opadały, czasami nad mnie przebijały się inne głosy, a wtedy milkłam i oddawałam im przewodzenie. Jedna ze zmarłych zaśpiewała wyjątkowo pięknie, była ona różowa tak jak ja, ale jej oczy były w całości czarne. Gdy skończyła swą pieśń, spojrzała na mnie a ja zrozumiałam, że jest to moja matka. Jej źrenice przesiąknięte były grzechem niewybaczalnym, dlatego były czarne. Wyszeptała parę słów, a ja zrozumiałam, że chciała mi w nich przekazać jedną wiadomość. "To nie koniec". To nie koniec mojego życia. To nie koniec wojny.
<C.D.N>
Po paru godzinach mozolnej wędrówki teren zaczął się podnosić. Piasek zmienił się w łaskoczącą mnie trawę. Muzyka już dawno przestałą płynąć, a ja poczułam, że muszę zaśpiewać piosenkę, którą często nuciłam w zaciszu mojej ciemnej jaskini. Czasami niewolnik w celi obok mnie pomagał mi, gdyż dostał fujarkę. Stanęłam więc na skraju urwiska, a fale słuchały mojego głosu przezierającego się przez ciszę. Trawa przestała szumieć, drzewa zastygły w bezruchu, tak jak powietrze wokół mnie.
Po kolei pojawiały się wokół mnie zmarli. Stare wilki o czerwonych oczach z malunkami pokrywającymi ich futro, niebieskie wilczyce z białymi oczami, a także wiele innych wilków. Pojawili się też ci, których znałam. Lionel, Amy, nawet była alfa watahy, Sombra. Ich głosy przyłączyły się do mojego, śpiewaliśmy aż zapadł zmrok. Piosenka po piosence, dźwięki wznosiły się i opadały, czasami nad mnie przebijały się inne głosy, a wtedy milkłam i oddawałam im przewodzenie. Jedna ze zmarłych zaśpiewała wyjątkowo pięknie, była ona różowa tak jak ja, ale jej oczy były w całości czarne. Gdy skończyła swą pieśń, spojrzała na mnie a ja zrozumiałam, że jest to moja matka. Jej źrenice przesiąknięte były grzechem niewybaczalnym, dlatego były czarne. Wyszeptała parę słów, a ja zrozumiałam, że chciała mi w nich przekazać jedną wiadomość. "To nie koniec". To nie koniec mojego życia. To nie koniec wojny.
<C.D.N>
sobota, 5 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Głosy!
Jak pewnie niektórzy wiedzą do watahy dodałam tzw. Głosy. Wysyłajcie mi na howrse (idaszajbe1006 lub do alfy Katrina777) piosenki które będą odpowiadać za głosy Waszych wilków!
~Pandoraa(Shay)
~Pandoraa(Shay)
środa, 2 lipca 2014
Bety
Jak pewnie zauważyliście straciliśmy dwie bety. Z tego też powodu odbędzie się wybór na samca i samicę Betę ale tym razem wilki będzie wybierać para Alfa. Katrino, Kimm proszę was o naradzenie się między sobą oraz o napisanie opowiadania o waszym wyborze! Wybierajcie mądrze!
~Adminka Pandoraa ( i Shay)
~Adminka Pandoraa ( i Shay)
Od Shayninga CD
Sock zignorował moje pytanie.
- Pare dni po wydarzeniu zszedłeś w dół kanionu po moje ciało, które zaniosłeś Kashy i Eragonowi..
Pokiwałem głową bez przekonania.
- Nie powiedziałeś im co się wydarzyło ... Powiedziałeś tylko: ,, To moja wina"
Zamknąłem oczy. Pamiętałem to wydarzenie teraz bardzo wyraźnie. Kiedy wyciągnąłem ciało brata, zaniosłem je moim opiekunom, a oni ze łzami w oczach zapytali co się stało. Nie odpowiedziałem im. Słyszałem tylko płacz, szloch rodziców i swój własny. Ból w sercu zrzerał mnie od środka a ja wyszeptałem tylko:
- To moja wina ...
Myślałem że mnie zbiją. Że wygonią z watahy,że porzucą. Ale oni nic nie robili. Kesha przytuliła mnie i kazała bym wracał do jaskini.Kilka dni ich nie było. Po tygodniu wrócili i powiedzieli że Sock będzie TAM szczęśliwy.
- Ale wróciłeś ... - spojrzałem na ducha kończąc rozmyślania. - Uciekłeś z krainy na 4 księżycu!!! WRÓCIŁEŚ!
Byłem zdziwiony swym wybuchem. Spojrzałem pełen goryczy na brata.Odłożył kubek.
- Musiałem chronić rodzinę. Obiecałem ...
-WIESZ GDZIE ONA JEST!?
- Shay uspokój się! Tak wiem, i właśnie po to tu do ciebie przyszedłem! Chcę byś ich odnalazł! - odrzekł Sock. Zaniemówiłem.
- Gdzie oni są ?
- Nie mogę ci powiedzieć ...
-To po co ...
Duch wyciągnął łapę i wyjął coś z powietrza. Był to śliczny połyskujący kamień.
- Niedługo staniesz przed trudnym wyborem, ale nie będziesz sam. Wilki ze znakiem pomogą ci. Jednak będziesz musiał wybierać - pomiędzy tym co kochasz a pomiędzy tym co nie znałeś...
- Mówisz o ... o mojej prawdziwej rodzinie?
Sock zignorował mnie. ZNOWU!
- Minie kilka lat...może miesięcy...lub dni... Zapomnisz o tym że mnie spotkałeś, ale kamień zachowaj.
- Pogubiłem się. Zaraz ... Tych co kocham ... Moja wataha! Tych co nie znam ... Moja PRAWDZIWA rodzina? Ale ... co z Kashą i Eragonem.
- Wkrótce - Sock uśmiechnął się tajemniczo i zniknął w mgle. Zostałem sam a cisza znowu wypełniła karczmę. Spojrzałem na klejnot który ściskałem w dłoni.
- Wybór ... ? - zaśmiałem się pod nosem.
<CDN lub Ktoś? >
- Pare dni po wydarzeniu zszedłeś w dół kanionu po moje ciało, które zaniosłeś Kashy i Eragonowi..
Pokiwałem głową bez przekonania.
- Nie powiedziałeś im co się wydarzyło ... Powiedziałeś tylko: ,, To moja wina"
Zamknąłem oczy. Pamiętałem to wydarzenie teraz bardzo wyraźnie. Kiedy wyciągnąłem ciało brata, zaniosłem je moim opiekunom, a oni ze łzami w oczach zapytali co się stało. Nie odpowiedziałem im. Słyszałem tylko płacz, szloch rodziców i swój własny. Ból w sercu zrzerał mnie od środka a ja wyszeptałem tylko:
- To moja wina ...
Myślałem że mnie zbiją. Że wygonią z watahy,że porzucą. Ale oni nic nie robili. Kesha przytuliła mnie i kazała bym wracał do jaskini.Kilka dni ich nie było. Po tygodniu wrócili i powiedzieli że Sock będzie TAM szczęśliwy.
- Ale wróciłeś ... - spojrzałem na ducha kończąc rozmyślania. - Uciekłeś z krainy na 4 księżycu!!! WRÓCIŁEŚ!
Byłem zdziwiony swym wybuchem. Spojrzałem pełen goryczy na brata.Odłożył kubek.
- Musiałem chronić rodzinę. Obiecałem ...
-WIESZ GDZIE ONA JEST!?
- Shay uspokój się! Tak wiem, i właśnie po to tu do ciebie przyszedłem! Chcę byś ich odnalazł! - odrzekł Sock. Zaniemówiłem.
- Gdzie oni są ?
- Nie mogę ci powiedzieć ...
-To po co ...
Duch wyciągnął łapę i wyjął coś z powietrza. Był to śliczny połyskujący kamień.
- Niedługo staniesz przed trudnym wyborem, ale nie będziesz sam. Wilki ze znakiem pomogą ci. Jednak będziesz musiał wybierać - pomiędzy tym co kochasz a pomiędzy tym co nie znałeś...
- Mówisz o ... o mojej prawdziwej rodzinie?
Sock zignorował mnie. ZNOWU!
- Minie kilka lat...może miesięcy...lub dni... Zapomnisz o tym że mnie spotkałeś, ale kamień zachowaj.
- Pogubiłem się. Zaraz ... Tych co kocham ... Moja wataha! Tych co nie znam ... Moja PRAWDZIWA rodzina? Ale ... co z Kashą i Eragonem.
- Wkrótce - Sock uśmiechnął się tajemniczo i zniknął w mgle. Zostałem sam a cisza znowu wypełniła karczmę. Spojrzałem na klejnot który ściskałem w dłoni.
- Wybór ... ? - zaśmiałem się pod nosem.
<CDN lub Ktoś? >
Od Katriny
Siedziałam na molo patrząc jak moje łzy rozmywają się w wodzie. Zacisnęłam mocno powieki.
- Czemu siedzisz tu sama? - zapytał Kimm, który wziął się tu nie wiadomo z kąt. - Czy ty płaczesz?
- J-j-ja n-nie... N-nic z tych rzeczy!... - powiedziałam ukrywając łzy.
- Widzę, ze coś cię gryzie. Powiedz. Mi możesz wszystko.
Spojrzałam na jego twarz, oczywiście swymi załzawionymi oczyma.
- Dlaczego akurat Sombra? Co noc o północy przychodzę tu i zastanawiam się nad tym. Czasami mam ochotę popełnić samobójstwo... Lecz nie mogę zostawić watahy samej. Przyrzekłam to sobie. Teraz ja opiekuję się tą watahą. Jakieś cztery miesiące temu przybyłeś do tej watahy. Ty zakochałeś się bez opamiętania w Sombrze, a ja w tobie. Pomimo upływu czasu, nadal zajmujesz część mojego serca. Pomimo związku z Kolosem, wciąż mam uczucie, że kocham was oboje...
Kimm popatrzył na mnie zażenowanym spojrzeniem. Chwilowo nie wiedział co powiedzieć, ale chwilę potem wydusił z siebie słowa...
< Kimm? Kolosa kocham 10% bardziej, a ciebie mniej ^.^ Liczę, że Kolos nie będzie gniewać się za to opowiadanie ^.^>
- Czemu siedzisz tu sama? - zapytał Kimm, który wziął się tu nie wiadomo z kąt. - Czy ty płaczesz?
- J-j-ja n-nie... N-nic z tych rzeczy!... - powiedziałam ukrywając łzy.
- Widzę, ze coś cię gryzie. Powiedz. Mi możesz wszystko.
Spojrzałam na jego twarz, oczywiście swymi załzawionymi oczyma.
- Dlaczego akurat Sombra? Co noc o północy przychodzę tu i zastanawiam się nad tym. Czasami mam ochotę popełnić samobójstwo... Lecz nie mogę zostawić watahy samej. Przyrzekłam to sobie. Teraz ja opiekuję się tą watahą. Jakieś cztery miesiące temu przybyłeś do tej watahy. Ty zakochałeś się bez opamiętania w Sombrze, a ja w tobie. Pomimo upływu czasu, nadal zajmujesz część mojego serca. Pomimo związku z Kolosem, wciąż mam uczucie, że kocham was oboje...
Kimm popatrzył na mnie zażenowanym spojrzeniem. Chwilowo nie wiedział co powiedzieć, ale chwilę potem wydusił z siebie słowa...
< Kimm? Kolosa kocham 10% bardziej, a ciebie mniej ^.^ Liczę, że Kolos nie będzie gniewać się za to opowiadanie ^.^>
wtorek, 1 lipca 2014
Thalia nieobecna!
Thalia jest nieobecna, więc nie może pisać opowiadań za siebie ani dokańczać innych. Proszę abyście nie pisali opowiadań dla niej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
