Tego dnia spokojnie prowadziłem swoje kasyno o wdzięcznej nazwie "Leśna Lilia". Obsługiwałem gości, od czasu do czasu pożyczałem im żetony do gry. Ludzie śmieli się i flirtowali z kelnerkami. Jednak czułem, że tego dnia wydarzy się coś niezwykłego, coś co wzniesie kasyno na szczyt, lub zniszczy całkowicie... Podmuch wiatru rozwiał mi futro. Odwróciłem głowę w kierunku wejścia i zobaczyłem młodą waderę, która weszła do mojego "instytutu". Naśladując wymyślony przeze mnie głos prowadzącego zaśmiałem się cynicznie i powiedziałem:
- Cześć malutka... Hehe, ludzie, czego wy się boicie - spojrzałem po ludziach. Ich twarze przechodziły z wyrazu przerażenia w rozbawienie - To tylko mały lis...
- Po pierwsze, nie jestem mała. - rzekła młoda wilczyca - A po drugie, JESTEM WILKIEM, NIE LISEM!!! - odwróciła się w stronę gór - Sombro! Mówiłam, że tu są ludzie!
Przestraszyłem się. Jeśli mała mówiła prawdę, cały mój majątek i sława mogły legnąć w gruzach! Przeszyłem wrogim spojrzeniem małą brązową waderę, jednak ona nadal patrzyła się na niewidoczny obiekt na wzgórzu. Po chwili w drzwiach pojawiły się inne wilki. Najbardziej jednak wyróżniała się czerwona wadera z płonącymi odwagą oczami. Ludzie zaczęli uciekać tylnymi drzwiami, oknami... wszystkim czym się dało wydostać. W tym momencie wiedziałem, że cały mój świat zniknął na zawsze. Gdy ludzi nie było, zeskoczyłem z ramienia wyimaginowanego człowieka, stanąłem na dwóch łapach, otrzepałem się i powiedziałem:
- Oszaleliście! Zniszczyliście mój interes!
- A ty zbeszcześciłeś te piękne góry, budując tu to miejsce. - odparła biała wadera - to jest świętokradztwo!
- Oczywiście, oczywiście! - krzyknąłem
- Uspokójcie się obydwoje! - powiedziała czerwona wilczyca - Jestem samicą alfa, nazywam się Sombra - przedstawiła się - a ty?
- Jestem Joker. - odpowiedziałem dumnie
- A więc Jokerze. Nie powinieneś przyprowadzać tutaj ludzi. Jeśli chcesz możesz nadal prowadzić to miejsce, jednak będzie ono otwarte tylko i wyłącznie dla wilków. Zgoda?
- Zgoda, ale...
- Ale?
- Ale żądam też byście przyjęli mnie do swej watahy.
- Dobrze. - powiedziała bez szemrania.
- Shihihihi... Dobrze... - dodałem. Wszyscy odsunęli się ode mnie. Podobało mi się to...
piątek, 31 stycznia 2014
środa, 29 stycznia 2014
Moon nieobecna
Moon jest nieobecna i nie będzie pisać opowiadań za siebie ani nie może ich dokańczać. Proszę abyście nie pisali opowiadań dla niej!
wtorek, 28 stycznia 2014
Od Ortanusa
Błąkałem się po lesie.Od momentu, gdy uciekłem z cyrku spędzałem tam dużo czasu. To był jeden z tych dni kiedy nie chciałem siedzieć bezczynnie pod - jak mi się zdawało - świątynią. Chodziłem po lesie i rozglądałem się wokoło. Drzewa były w kolorze szmaragdów, a trawę pokrywała świeża rosa. Wdychałem powietrze wielkimi haustami, by czuć jego świeżość.
Chodziłem tak aż do późnego wieczora. W końcu wróciłem pod świątynię. Zobaczyłem tam czerwono-czarną wilczycę siedzącą na trawie i mruczącą coś pod nosem. Niepewnie podszedłem do niej i spytałem:
- Kim jesteś?
Odwróciła do mnie swój pysk. Jej niebieskie oczy błyszczały w świetle księżyca, a skrzydła zlewały się z cieniem dawanym przez drzewa. Merdała powolnie nienaturalnie krótkim ogonem. Uśmiechnęła się słabo, kły błysnęły bielą.
- Nazywam się Sombra. Jestem samicą alfa watahy, do której należą te tereny. A ty?
- J-jestem Ortanus... - wyjąkałem. Była piękna. Czułem jak serce bije mi szybciej. Chyba mój pysk musiał przybrać dziwny wyraz, bo wilczyca spytała zaniepokojona:
- Nic ci nie jest?
- Nie nic - roześmiałem się.
Nadal przyglądała mi się niepewnie - Nie masz swojej watahy? Nie należysz do żadnej?
- Nie. Mieszkałem kiedyś w cyrku... A czemu pytasz?
- Bo moja wataha do najliczniejszych nie należy - uśmiechnęła się - Może chciałbyś do nas dołączyć?
- O-oczywiście, bardzo chętnie. Tylko nie wiem gdzie jest jaskinia...
- Chodź, zaprowadzę cię... - odleciała w niebo. Czym prędzej do niej dołączyłem. Razem dolecieliśmy do jaskini.
- Jestem troszkę zmęczony... - powiedziałem - Czy mógłbym się tutaj położyć?
- Oczywiście. Nie martw się niczym tylko śpij. - Położyła głowę na skale i natychmiast zasnęła. Prawie całą noc jej się przyglądałem, aż i mnie zmorzył sen...
Chodziłem tak aż do późnego wieczora. W końcu wróciłem pod świątynię. Zobaczyłem tam czerwono-czarną wilczycę siedzącą na trawie i mruczącą coś pod nosem. Niepewnie podszedłem do niej i spytałem:
- Kim jesteś?
Odwróciła do mnie swój pysk. Jej niebieskie oczy błyszczały w świetle księżyca, a skrzydła zlewały się z cieniem dawanym przez drzewa. Merdała powolnie nienaturalnie krótkim ogonem. Uśmiechnęła się słabo, kły błysnęły bielą.
- Nazywam się Sombra. Jestem samicą alfa watahy, do której należą te tereny. A ty?
- J-jestem Ortanus... - wyjąkałem. Była piękna. Czułem jak serce bije mi szybciej. Chyba mój pysk musiał przybrać dziwny wyraz, bo wilczyca spytała zaniepokojona:
- Nic ci nie jest?
- Nie nic - roześmiałem się.
Nadal przyglądała mi się niepewnie - Nie masz swojej watahy? Nie należysz do żadnej?
- Nie. Mieszkałem kiedyś w cyrku... A czemu pytasz?
- Bo moja wataha do najliczniejszych nie należy - uśmiechnęła się - Może chciałbyś do nas dołączyć?
- O-oczywiście, bardzo chętnie. Tylko nie wiem gdzie jest jaskinia...
- Chodź, zaprowadzę cię... - odleciała w niebo. Czym prędzej do niej dołączyłem. Razem dolecieliśmy do jaskini.
- Jestem troszkę zmęczony... - powiedziałem - Czy mógłbym się tutaj położyć?
- Oczywiście. Nie martw się niczym tylko śpij. - Położyła głowę na skale i natychmiast zasnęła. Prawie całą noc jej się przyglądałem, aż i mnie zmorzył sen...
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Od Iny
Od tylu już lat błąkam się po świecie. Przepełnia mnie poczucie absolutnej pustki. Bezsens. Wszechobecny bezsens! Całe dnie wypełniam pracą. Staram się nadać znaczenie każdej, najkrótszej nawet chwili ale uczucie pustki nieodmiennie trawi mi trzewia. Zamieszkująca moje wnętrze czarna dziura, z właściwą jej żarłocznością, obraca w nicość efekt każdego starania.
Od chwili,w której moje życie straciło sens stroniłam od innych wilków. Nie byłam w stanie znieść widoku ich radości. Wszystko przywodziło mi na myśl te dwie małe istotki, których nigdy już nie zobaczę. Na cóż mi moce skoro nie byłam w stanie ich ochronić? Ech ...
Od pewnego czasu w okolicy pojawiła się wataha. Szkoda. Znów będę musiała zmienić jaskinię. Coś jednak nie pozwala mi ot, tak odejść. Ta mała porusza we mnie niepokojącą strunę. Obserwuję z narastającą ciekawością. Chyba po raz pierwszy od wielu lat nie ma we mnie złości, niechęci i ... w sumie ...zawiści. Jej osobowość mnie pociąga. Wiem, że dołączenie do nich wymagałoby podporządkowania. Nie wiem czy jeszcze potrafię. Czy chcę?
<CD nastąpi>
Od chwili,w której moje życie straciło sens stroniłam od innych wilków. Nie byłam w stanie znieść widoku ich radości. Wszystko przywodziło mi na myśl te dwie małe istotki, których nigdy już nie zobaczę. Na cóż mi moce skoro nie byłam w stanie ich ochronić? Ech ...
Od pewnego czasu w okolicy pojawiła się wataha. Szkoda. Znów będę musiała zmienić jaskinię. Coś jednak nie pozwala mi ot, tak odejść. Ta mała porusza we mnie niepokojącą strunę. Obserwuję z narastającą ciekawością. Chyba po raz pierwszy od wielu lat nie ma we mnie złości, niechęci i ... w sumie ...zawiści. Jej osobowość mnie pociąga. Wiem, że dołączenie do nich wymagałoby podporządkowania. Nie wiem czy jeszcze potrafię. Czy chcę?
<CD nastąpi>
Od Sombry CD Charlie
Widziałam, że zaczyna coś podejrzewać. Gdy obserwowałam jej pyszczek, wyrażający zastanowienie chciałam jej wszystko opowiedzieć... Pomimo to biegłam dalej ze sztucznym uśmiechem. Po chwili zorientowałam się, że zostaję w tyle. Od razu zatrzymałam się.
- Zaczekaj! - krzyknęłam do Charlie. Musiałam jej to powiedzieć - O-opowiem ci co się stało...
- Naprawdę! - usiadła na ziemi - Słucham!
Opowiedziałam jej o wszystkim co się stało podczas ostatniej zabawy. Z czasem jej pyszczek przybrał wyraz zdziwienia, potem niedowierzania, jednak po chwili patrzyła na mnie współczująco.
- Cieszę się z tego - stwierdziła gdy zakończyłam opowieść
- Jak to?!
- Nie z tego! - zaśmiała się - Cieszę się, że mi ufasz
- Naprawdę? - nie wierzyłam jej. Wtem zdałam sobie z czegoś sprawę - T-tak ufam ci, ufam ci bezgranicznie!
- To miłe! ha ha! To miłe! - rzuciła mi się na szyję. Podniosłam ją i ułożyłam sobie na grzbiecie.
- Nie ruszaj się.. - powiedziałam gdy zobaczyłam, że chce zejść - pokażę ci coś bardzo ważnego
- Co? - przekrzywiła łebek - co?
- Zobaczysz...
Pobiegłam do świątyni dnia i nocy. Zatrzymałam się tuż przed nią. Położyłam Charlie na pierwszym stopniu i zawyłam. Od razu zbiegli się wszyscy: Moon, Rufus, Yumi, Malo, Blue, a nawet Ina oderwała się od pracy.
- Uroczyście ogłaszam - zaczęłam - że ta oto Charlie zostaje moim następcą co oznacza, że gdy odejdę to ona będzie samicą alfa!
Charlie patrzyła się na mnie z niedowierzaniem, tak samo jak Yumi. Jednak ta druga odwróciła się ode mnie i wyszła.
- Niech żyje mój zastępca: Charlie! - Zawyłam. Po chwili dołączył do mnie chór innych radosnych głosów.
- I jak? - szepnęłam do mojej następczyni
- Jest... jest cudownie! - odpowiedziała.
- Zaczekaj! - krzyknęłam do Charlie. Musiałam jej to powiedzieć - O-opowiem ci co się stało...
- Naprawdę! - usiadła na ziemi - Słucham!
Opowiedziałam jej o wszystkim co się stało podczas ostatniej zabawy. Z czasem jej pyszczek przybrał wyraz zdziwienia, potem niedowierzania, jednak po chwili patrzyła na mnie współczująco.
- Cieszę się z tego - stwierdziła gdy zakończyłam opowieść
- Jak to?!
- Nie z tego! - zaśmiała się - Cieszę się, że mi ufasz
- Naprawdę? - nie wierzyłam jej. Wtem zdałam sobie z czegoś sprawę - T-tak ufam ci, ufam ci bezgranicznie!
- To miłe! ha ha! To miłe! - rzuciła mi się na szyję. Podniosłam ją i ułożyłam sobie na grzbiecie.
- Nie ruszaj się.. - powiedziałam gdy zobaczyłam, że chce zejść - pokażę ci coś bardzo ważnego
- Co? - przekrzywiła łebek - co?
- Zobaczysz...
Pobiegłam do świątyni dnia i nocy. Zatrzymałam się tuż przed nią. Położyłam Charlie na pierwszym stopniu i zawyłam. Od razu zbiegli się wszyscy: Moon, Rufus, Yumi, Malo, Blue, a nawet Ina oderwała się od pracy.
- Uroczyście ogłaszam - zaczęłam - że ta oto Charlie zostaje moim następcą co oznacza, że gdy odejdę to ona będzie samicą alfa!
Charlie patrzyła się na mnie z niedowierzaniem, tak samo jak Yumi. Jednak ta druga odwróciła się ode mnie i wyszła.
- Niech żyje mój zastępca: Charlie! - Zawyłam. Po chwili dołączył do mnie chór innych radosnych głosów.
- I jak? - szepnęłam do mojej następczyni
- Jest... jest cudownie! - odpowiedziała.
Od Charlie CD Sombry
Obudziłam się mrugając oczami.
- Sombra? - zapytałam - Cco się stało...
- A ile pamiętasz? - odpowiedziała
- Hmmm... - zastanowiłam się - prawie nic.
- Więc... było to tak - zaczęła samica alfa, ale przerwałam jej
- Już pamiętam! To co, bawimy się?
- Eeee... dobrze...
Wybiegłyśmy z jaskini, by się dalej bawić, jednak czułam, jakbym była cięższa. Po chwili "rozchodziłam" to. Zobaczyłam też, że Sombra starała się dotrzymywać mi kroku, a nawet biec przede mną. Zachowywała się jakby ostrożniej. Stwierdziłam, że opowie mi całą historię tego jak byłam nieprzytomna gdy zaufa mi już dostatecznie.
<Sombra?>
- Sombra? - zapytałam - Cco się stało...
- A ile pamiętasz? - odpowiedziała
- Hmmm... - zastanowiłam się - prawie nic.
- Więc... było to tak - zaczęła samica alfa, ale przerwałam jej
- Już pamiętam! To co, bawimy się?
- Eeee... dobrze...
Wybiegłyśmy z jaskini, by się dalej bawić, jednak czułam, jakbym była cięższa. Po chwili "rozchodziłam" to. Zobaczyłam też, że Sombra starała się dotrzymywać mi kroku, a nawet biec przede mną. Zachowywała się jakby ostrożniej. Stwierdziłam, że opowie mi całą historię tego jak byłam nieprzytomna gdy zaufa mi już dostatecznie.
<Sombra?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)


