czwartek, 31 lipca 2014

Nieobecność.

Ja, Afla Kimm, zgłaszam nieobecność od dnia dzisiejszego, do dnia - 10 sierpnia. Powód - jadę na obóz do Wałcza na 10 dni. Będę tęsknić. Paaa.
~Alfa Kimm
Całusy
i
Buziaczki :*

środa, 30 lipca 2014

Od Kimike C.D.

   Mój wzrok powędrował w stronę lasu. Wbiegłam do niego, zostawiając za sobą wiadomość od matki. Jej śpiew powiedział mi tyle, ile tysiąc słów czczego wyjaśniania. Miałam walczyć dalej, z oprawcami mojej rodziny i mojego dzieciństwa. Ci, którzy zamordowali moją matkę i ojca, a także wymęczyli chemikaliami mojego brata na śmierć, musieli zapłacić za swoje zbrodnie.
   Moje futro rozwiewał chłodny nadmorski wiatr, powoli zmieniający się w stojące leśne powietrze. Gęsto stojące drzewa utrudniały mi bieg, ale jakoś dawałam sobie radę. Miałam jeden jasny cel - dostać się do watahy. Co będzie potem, jeszcze zadecyduję.
   Nagle zatrzymałam się jak wryta. Co ja tak właściwie chcę zrobić? Jestem tylko małą, słabą wilczycą. Jestem słodziutka, ale nic poza tym. Może nie powinnam szukać zemsty, a oświecenia? Mądrości, która przepełni moje życie sensem, a nie ślepą pogonią za zemstą, której pewnie i tak nie uda mi się dokonać. Nie mogę zapomnieć o tym, co się stało z moim dzieciństwem, ale trzeba żyć dalej. Show must go on.
   Ruszyłam truchtem, napawając się wonią leśnych kwiatów. Wspięłam się nawet po drzewie i zerwałam jabłko. Chrupiąc, szłam przez las, usiłując przedrzeć się wzrokiem przez chaszcze. Byłam oazą spokoju. Pogodziłam się z losem.
   Po jakimś czasie dostrzegłam polanę. Siedziała na niej Katrina, czerwona i wściekła. Wyglądała, jakby nad czymś myślała. Wzruszyłam ramionami, ale czułam się lepiej, bo wiedziałam, że wataha jest blisko. Tanecznym krokiem szłam dalej. Skończyłam jabłko, zerwałam z krzaka parę jeżyn i delektując się ich smakiem doszłam do jaskini. Nie było w niej nikogo, więc postanowiłam poczekać. Usiadłam na skraju jaskini i łapałam jak najwięcej promieni słońca. Rozglądnęłam się po lesie. Widziałam ptaki kręcące się nad gałęziami. Widziałam liście szeleszczące pod czujnym okiem wiatru. Świat jest piękny. Są jednak głupcy, którzy tego nie widzą. Ich dewizą jest ,,Żyj chwilą!". Idioci.
   Nikogo nie widziałam, więc zamknęłam oczy o zapadłam się pod ziemię. Łączyłam się ze skałami, z ziemią, z lawą. Gdy byłam już w jądrze Ziemi, otworzyłam oczy, czując przyjemne ciepło muskające moje ciało. Moje różowe futro skąpane było w czerwonej poświecie. Cały czerwono-żółty płyn był niczym kąpiel z bąbelkami. Zaśmiałam się i wzleciałam z nową siłą do góry i wyrżnęłam łbem o sufit. Otrząsnęłam się, zamknęłam oczy i wzniosłam się. Po chwili siedziałam na swoim miejscu, na zimnie powierzchni. Nadal nikogo ze mną nie było, więc położyłam się i zasnęłam. Miałam nadzieję, że jak ktoś przyjdzie, to mnie obudzi. Taka była moja ostatnia myśl.
<Ktoś? Proszę, niech ktoś mnie obudzi...>

wtorek, 29 lipca 2014

Od Katriny CD Arachnee

      Wieczorem, wraz z Thalią przechadzałyśmy się wzdłuż rzeki. Nie działo się nic nadzwyczajnego. Śmiałyśmy się, gadałyśmy... Robiłyśmy to, czego na ogół nie mogłam robić ze swoją siostrą - Lili.
      Miałyśmy wiele wspólnego. Czasami miałam wrażenie, że jest ona dla mnie jak druga siostra.
      Podczas naszej pogawędki, zauważyłam podejrzany cień w wodzie. Myślałyśmy, że to ryba, ale jaka płynęła by pod prąd? Wsadziłam łapę do wody i wytworzyłam nie wielką warstwę lodu na powierzchni ( była niewiarygodnie cienka, więc nawet jeśli stanął by na niej szczeniak, załamał by się ).
      Moje dzieło przełamała czarna wadera z błękitnymi znamionami.
- Cześć, kim jesteś? - zapytała Thalia. Wadera jednak skuliła się i nie wydusiła z siebie ani słowa.
- Nie masz ochoty rozmawiać? Coś ci się stało? Dobrze się czujesz? - byłam nieco zdumiona brakiem odpowiedzi. Wilczyca wyszła z wody i napisała coś na ziemi pazurem. ,, Witajcie. Nie pamiętam jak się nazywam, ani kim jestem. Nie mogę mówić, a przynajmniej tak sądzę. ''
- Kto ci to zrobił?
,, Nytra ''. To słowo zmroziło mi nieco krew w żyłach dlatego, ze moim żywiołem jest lód, lecz Thalia nie poruszała się, więc ja i nie znajoma nią potrząsnęłyśmy. Po chwili wróciła do nas.
- Proszę, spróbuj - nalegałam. Otworzyła pysk, a z niego wydobyły się przepiękne dźwięki :
- Jak mi na imię nie wiem sama,
 lecz wy możecie mi dać!
Okrutna klątwa na mnie spoczywa,
śpiewać wam będę i grać!
- Piękne... - ja i moja towarzyszka byłyśmy oszołomione.
- Zachwycać nie powinnyście się mną,
chcę byście dały mi dom!
      Po mojej głowie chodziła pierwsza muzykalna odpowiedź. Spojrzałam na Thalię, a ona na mnie.
- Arachnee - powiedziałyśmy chórem.
- Co powiesz na swoje nowe imię?
- Piękne jest jak muzyka wiatru,
potęga w nim drzemie,
tak! Wy jesteście moją rodziną,
ja swe serce powierzam wam...
- Dobra, aż tak nie musisz się nam oddawać.
- Dzięki wam dobre dusze,
zróbcie co wam konieczne jest!
      Zaprowadziłyśmy ją do reszty watahy, a ona zaszczyciła nas piękną muzyką. Ja i Kimm, nadaliśmy jej stanowisko prawej ręki Alf, zarówno jak i Shayning'owi.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Wróciłam!

Tak właśnie! Wróciłam z obozu jeździeckiego! Wataha znowu w ruchu ;3 Możecie teraz pisać z powrotem opowiadania do Shaya!
Pozdrawiam,
~Shay

poniedziałek, 21 lipca 2014

Od Caroline

      W nie wielkiej ciemnej jaskini, na świat przyszła waderka z włosami czerwonymi jak ogień i sercem wojowniczki. Jej rodzeństwo nie miało tego w sobie. Energia jaka ją przepełniała, była nieokiełznana. 
     Jej rodzice dnia pięknego jak kwiat, wsadzili ją w koszyk i puścili z prądem rzeki. Więcej już jej nie zobaczyli, a ona nie zobaczyła ich. Na szczenię po drodze czyhało wiele niebezpieczeństw. Cudem przetrwała. Po pewnym czasie koszyk dopłynął do brzegu. Wtedy w tym właśnie miejscu spacerowały wadery z watahy zapewne magii. 
      Ich wzrok przykuł jej środek transportu. Jedna z nich pochyliła się nad nim i otworzyła. Ku ich zdziwieniu było tam szczenię.
- Kerver, jak myślisz możemy ją zatrzymać?
- Ja nie wiem. Zapewne tak. Jakie nadasz jej imię?
- Caroline - odpowiedziała jej opiekuńczym, matczynym głosem.
        Waderka po pewnym czasie przeobraziła się w pełną wdzięku nastoletnią waderę. Była taka jak inne, ale wciąż nie brakowało jej energii z jaką się urodziła.
       Kiedy niebo pokryły czarne burzowe chmury, zza wzgórza wyłoniły się legiony wrogiej watahy. Lazure ( wybawicielka ) wiedziała co się dzieje. Nadciągała wojna. Zerwała ze swojej szyi wisiorek i powiedziała:
- Caroline, proszę trzymaj go zawsze przy sercu i nigdy o mnie nie zapomnij.
- Dlaczego... Co się dzieje?...
- Wojna. Teraz ukryj się  gdzieś gdzie nigdy nikt cię nie znajdzie i bądź tam przez miesiąc. Upoluj dwa jelenie które będą twoim pożywieniem na ten okres. 
- Ale...
- Zrób to TERAZ.
        Skinęła głową i uczyniła to co jej nakazane. 
        Miesiąc później znalazła martwe ciało Lazure. Swojej przybranej matki. Po tym wszystko się zmieniło. Rządza krwi była nieposkromiona. 
        Po miesiącu wytropiła tą watahę. Musiała się zemścić. Nocą zakradła się do jaskini samca alfa ze sztyletem w pysku. Podcięła mu najpierw gardło, a następnie wbiła go w serce. Uciekając z miejsca zdarzenia, poczuła, że zabijając nic nie wskóra. Zostanie przez to zabójcą, a tego Lazure by jej nie życzyła. Zakopała więc narzędzie i porzuciła to.
        Zamieszkała w lesie. Uczyła się opanowywać swoje moce samodzielnie. W ten sposób stała się już dorosła. Pewnego dnia, spotkała dwa wilki. Czarno-białą waderę i biało-szarego basiora.
- Witaj. Jestem Katrina, a to mój przyjaciel Kimm. Jesteśmy parą alfa watahy srebrzystego nieba.
- Na imię mi Caroline. Czy są tam miejsca wolne dla kogoś takiego jak ja?
- Nie martw się, przyjmujemy każdego w potrzebie.
- W takim razie dołączę. Od ponad roku nie mam rodziny.
- Chodź za mną, a pokażemy ci nową.
       Po tych słowach wiedziała, że może im ufać. Przedstawili ją każdemu z osobna, ale według niej z jedną nawiązała najlepszy kontakt.
       Jestem Caroline. Od dzisiaj należę do watahy srebrzystego nieba.
(Wiem i przepraszam, że bez sensu, ale taką miałam wenę)

piątek, 18 lipca 2014

Kimike Nieobecna!

Kimike jest nieobecna, więc nie może pisać opowiadań za siebie ani dokańczać innych. Proszę abyście nie pisali opowiadań dla niej!

czwartek, 17 lipca 2014

Od Tajfuna

Gapiłem się w pustą przestrzeń przede mną. Nie mogłem uczyć się latać bo Lio się zabił a Linda odeszła, nie mogę polować bo nie mam gdzie. Zostało mi jedynie siedzieć. Po 15 minutach nie wytrzymałem (mój rekord w siedzeniu w nudzie :3) i wyszedłem. Blask słońca oślepił mnie. Postanowiłem sam nauczyć się latać. Wszedłem na jedną z wysokich głazów. Odsunąłem się o kilka kroków i wyskoczyłem w powietrze. Trochę mi było trudno utrzymać się na jednej linii ale jakoś wyszło. Ja latam!
Zawyłem ze szczęścia. Leciałem tak ponad naszymi terenami, aż w końcu uświadomiłem sobie że już na nich nie jestem. Nagle usłyszałem przenikliwym ryk.Mimo że wystraszony poleciałem w stronę dźwięku. Nagle uświadomiłem sobie że nie umiem lądować.
 - Łapy, plecy, łapy, plecy - histerycznie przewracałem się na każdą możliwą stronę, aż w końcu wylądowałem na zadzie. Na szczęście nikt mnie nie usłyszał. Przycupnąłem cicho pod krzaczkiem co było dość nie możliwe. Gdy zobaczyłem źródło dźwięku pisnąłem.
Przede mną obok średniej jaskini leżała smoczyca ochraniająca trójkę małych smoczątek. Gdy odwróciłem głowę napotkałem wzrokiem dziwnego wilka:
Był cały czarny tylko pazury i symbol na głowie jaśniały zielenią.

Poruszyłem się niespokojnie. Niestety smok i wilk chociaż skupieni byli na sobie i jeden z nich wywołał tą falę dźwięków mieli dość dobry słuch. Odwrócili gwałtownie wzrok. Basiora zmarszczył brwi.
Nie miałem wyboru. Z krzykiem rzuciłem się na najbliższego osobnika, w tym przypadku basiora. Zszokowany nagłym wyskokiem nie zdążył odparować ciosu. Musnąłem go mocno w policzek, co odepchnęło go w bok.
 - Stój! - warknął basior.
O dziwo podziałało. Zatrzymałem się.
 - Kim jesteś? - warknął po raz drugi basior.
 - Jak ty mi powiesz kim jesteś, kim to jest, i co wy robicie?!/
Wilk uśmiechnął się gorzko.
 - Jestem Murtagh a to jest Magma. Jest moją smoczycą, a co tu robimy? Otóż jakbyś zauważył Magma ma tu trzy słodziachne smoczątka których nie chce oddać. A skoro już tu jesteś to je z tond zabierzesz?!
- Ale przecież to ich matka! - burknąłem. - Są jeszcze za mał ... - nie dokończyłem zdania gdy runął na nas deszcz.
- Chodź przenocujesz u nas. - mruknął Murtahg. - Powiem ci coś.
Gdy ustadowiłem się wygodnie  na ziemi, Murtahg zaczął opowiadać. Tym czasem ja patrzyłem sie na Magmę i małe.
Magma wyglądała tak:
Jedno smoczątko tak: 
Drugie tak:
A ostatnie tak:
Dowiedziałem się że, Murtagh był kiedyś Samcem Alfą nieśmiertelnej watahy, w starożytności. Bogowie wypędzili go z watahy za zabójstwo. Opętany był w tedy przez demona, ale to się nie liczyło.
Okazało się że Magma ma jeszcze trzy nie wyklute jajka.
<CDN albo Ktoś?>






środa, 16 lipca 2014

Od Thalii CD

Nade mną stała matka. Tak, była martwa to fakt, ale jej duch.
 - M-Mamo...? - pisnęłam. - Jak ..?
Ale wadera uciszyła mnie ruchem łapy.
 - Wszystko w swoim czasie ... - powiedziała - Przyszłam cię ostrzec. Świat Tatchitów się zmienia ... Galbatorix się odradza ... Radzę ci abyś ruszyła w drogę ...  - po czym znikła.
Jeszcze przez chwile wgapiałam się w miejsce gdzie przed chwilą stała, po czym wstałam. Pobiegłam w stronę lasu.
 "Oby tylko nikt mnie nie zauważył .." - mruknęłam w myślach ale jednocześnie wpadłam na Dantego.
 - Eee dzień dobry - uśmiechnęłam się sztucznie.
 - Thalia? Dokąd się wybierasz?
<Dante?>


wtorek, 15 lipca 2014

Nowy basior!


Oto nowy członek watahy - Cyndy! Serdecznie witamy!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Uwaga ...

Wyjezdzam na oboz jezdziecki wiec nie bedzie mnie tak z tydzien ...Taaaak wiec.. Wataha zostanie zawieszona chyba ze Katrina sie nia zaopiekuje :)                                                           ~Shay ...