środa, 25 czerwca 2014

Od Thalii

Gdy Dante wyszedł wpatrzona w zachód słońca pomyślałam o czymś, co ani trochę nie miało sensu brzmiało ono ..
 - HellMare* ... - szepnęłam po czym wstałam. W oczach migotały mi iskierki smutku, lęku, złości, żalu i nadziei. Poczłapałam do jeziora przy którym po raz pierwszy zmieniłam się. Zamknęłam oczy myśląc o całej stracie,smutku i żalu jaki przetrwałam. Pomyślałam o rodzinie, o Sombrze .....
Ścisnęłam mocniej powieki. "Nie mogę tak dalej żyć!" pomyślałam "Tak przecież nie miało być ...."
Zaczęło się. Uniosłam do góry łeb i zawyłam ze złości. Musiałam wreszcie wypuścić wspomnienia.
Ale wyglądałam inaczej ...
"Zawyłam" a raczej zarżałam  po raz ostatni i pogalopowałam do watahy.
*HellMare - Na początku w pierwszym opo. Kiedy się w to coś zmieniłam nazywało się to "FeniksHorse" Ale głupio to brzmiało więc zmieniłam xD
<Ktoś? Ktokolwiek .. może Dante? Lili? Katrina? A może Shay ..?>

czwartek, 19 czerwca 2014

Od Thalii cd Dantego

Popatrzyłam na niego w zamyśleniu.
 - Też jestem dziwna.  - odparłam spokojnie. On ze zdziwieniem popatrzył na mnie. - Widzisz? Nikt mnie nie rozumie ...
Zaczęłam nucić Hymn Tatchitów, co później zamieniło się w śpiew:
(Nie chce mi się wymyślać więc zrobiłam tak że weźmy angielski zamienił się na tatchicki) Nie zwracać uwagi na teledysk

Gdy skończyłam Dante nieśmiało spytał:
 - Czy to Hymn Tatchitów?
 - Tak .. - odparłam spuszczając głowę  - Jak chcesz opowiem ci ich historię.
Pokiwał głową.
  - Więc żył kiedyś sobie pewien Król Luce* - zaczęłam - Rządził on Tatchitami. Miał on żonę która zachorowała i umarła. Z rozpaczy król wysłał wszystkich by znaleźli źródło tego zła. Jedynie jednej zielarce - przełknęłam ślinę na myśl o zielarce ...- udało się to znaleźć. Nazywała się .. Thalia. Tak, właśnie po niej dostałam imię. By zniszczyć je (źródło) musiała użyć pewnych słów. A raczej pieśni. Niestety w połowie jej śpiewania, Zło zabiło ją. Zostawiła po sobie ślad a mianowicie trzy krople jej łez. Wykluły się z nich wilki:
Murtagh, Saphira i Arachne. Miały zniszczyć zło. Niestety kiedy dorosły już dawno zapomniano o tej pieśni, na szczęście wymyślili nową. Tak oto zabili źródło lecz pierw z niego wyłoniły się trzy wilki które uciekły w głąb świata. Murtagh ożenił się w Carvahall`u, Saphira odleciała do Avalonu a Arachne zamieszkała w zwykłej watasze.  - zamyśliłam się po czym położyłam pysk na łapach - Dużo bym dała by odszukać pieśń. Podobno ma w sobie moc..  - z westchnieniem szepnęłam do siebie  - Jedyny wilk .... -  popatrzyłam na basiora - Zielarka wybiera jednego wilka, na odnalezienie hymnu, poprzez pokazanie na niebie jej znaku, a gdy polegnie wybiera nowego ...
Wilk na chwile namyślił się za nim dodał:
  - Ale przecież to zaśpiewałaś.
  - Ale to nie ta ... - zrezygnowana popatrzyłam na zachód słońca - To ta druga ..
*Luce - czytaj Lus
<Dante?Ktoś?>

Od Kolosa CD Katriny

Popatrzyłem na nią zdziwiony.
 - Obiecuje .. - szepnąłem.
- Dziękuje .. - powoli osunęła się na podłogę i zasnęła.
~~~
 - No nareszcie się obudziłaś  - uśmiechnąłem się do partnerki która usiadła obok mnie.
 - Mama!! - pisnęła radosna Renechervie  - Upolowałam sama jelenia!
 - A ja sarnę! - przerwał siostrze Tajfun.
  - Gratuluje wam obu  - odparła spokojnie Kat, po czym zwróciła się do mnie: - Muszę iść do Shayninga.
  - Znowu? - pisnął przerażony Tajfi  - Nigdy nie masz dla nas czasu ..
  - No właśnie!  - poparła brata Rene - Zrób sobie ten no ... jak to wy mówicie ... urlop!
<Kat? Braaak weny >.< Całą wenę wydałam na Thalię xD>

Od Dantego

Siedziałem w progu przydzielonej mi jaskini i tęsknie wpatrywałem się w wschód słońca. Podeszła do mnie Thalia i usiadła obok.
-Wiesz...-westchnąłem.- Zawsze zastanawiałem się jak to jest mieć rodzinę...- wadera spojrzała na mnie zdziwiona. Wiedziałem o co jej chodzi. Nie znała mnie. Zacząłem recytować dawno nie wspominany wiersz:-

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
ten ślad wilczy

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem
Ciemny* a Świt* - księgowym
Marusia* - matką Grom* - poetą
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra*
nie pogrzebała Antygona*
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować - gryzipiórkom -
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
ten trop wilczy...

Samica patrzyła na mnie nadal nie rozumiejąc. Zacząłem jej to wyjaśniać:
-To wierszyk ułożony przez jakiegoś wilka. Podobno znał moją rodzinę. Mówił mi, że po tym jak mnie zostawili udali się na Syberię gdzie zamiecie śnieżne...-Nie mogłem dalej mówić. Ścisnęło mi gardło. Łzy płynęły wąskim strumykiem po moich policzkach. Moja towarzyszka przytuliła mnie próbując pocieszyć. Odwzajemniłem uścisk i otarłem łzy. Tu, w tej watasze znalazłem namiastkę rodziny. Siedzieliśmy tak jeszcze dość długo wpatrując się w słońce.
<Thalia?>

*Ciemny- Miał być ojcem Dantego;
**Świt, Marusia i Grom- to podobno imiona starszego rodzeństwa;
***Elektra i Antygona- jego mama i babcia

Od Katriny

Idąc korytarzem, który prowadził do biblioteki, zobaczyłam, że zamiast jednego, wąskiego przejścia były dwa. Wybrałam jeden, którego wejście wydawało się mniej ciekawe. Gdy doszłam do wielkich, żelaznych drzwi, moją pierwszą reakcją był szok.
Kiedy roztwarłam wrota, ujrzałam złotą i ogromną bibliotekę. Była o wiele większa od tamtej i miała więcej ksiąg sięgających być może XII wieku n.e. Otworzyłam jedną z tajemniczych ksiąg. Na każdej ze stron widniały czterowiersze. Trzy o podobnym rozpoczęciu.
,, W odmentach wód zdobywcy
Na zachodzie,
Lew i dwoje ryb zjednoczą Białą Armię
Która położy kres rzondom Czerwonego wilka. ''
,, W odmentach wód zdobywcy
Na zachodzie,
Dziecięca piosenka zwycięży tam,
Gdzie Armia nie może. ''
,, W odmentach wód zdobywcy
Na zachodzie,
Potomek Alfy ch... ''
Nagle spostrzegłam wydartą kartkę po ,, Alfy ''. Przesuwałam powoli stronice w poszukiwaniu fragmentu tekstu, bo przecież mogła się gdzieś zawieruszyć.
Po ok. 5 minutach miałam wizję.

* * *
Jestem nad klifem. Kolos leży obok mnie martwy. Podchodzą do mnie Jack i nieznajomy mi wilk.
- Myślałam, że nie żyjesz - warknęłam.
- Żyję i mam się dobrze. Doszły mnie słuchy, że wybrano nową Alfę - zaśmiał się. - Czy to ty?
- Owszem. - rzekłam spoglądając kątem oka z rozpaczą na martwego partnera.
- To tylko fikcja. Ten obraz, zapachy. Jednak mogą stać się rzeczywistością. Twoje uczucia do niego mogą zniknąć.
- Nigdy! - krzyknęłam ze łzami w oczach. Jack odrzucił mnie swoją barierą ochronną, a ja upadłam z bólem na kark. Brat byłej samicy Alfa zauważył mój amulet i błyskawicznie zerwał go z mojej szyi. Straszliwy ból przeszył mnie, a szczególnie serce. Był to prawdziwy ból.
* * *
Pobiegłam szybko do Kolosa. Zastałam go w naszej jaskini. Podbiegłam do niego szybko i wtuliłam się w jego futro.
- Obiecaj, że nigdy mnie nie opuścisz... - szepnęłam.

< Kolosie? >



poniedziałek, 16 czerwca 2014

Od Shayninga

Spojrzałem na rozwaloną knajpę ,,Leśniej Lili". Była w ruinie, a na drzwiach wejściowych widniała przybita deska.Przeskoczyłem przez dziure nad oknem i usiadłem za blatem. Mimo wyglądu lubiłem to miejsce.  Nikt tu nie bywa, można posiedzieć w samotności.Zacząłem rozmyślać.
 Starałem się jakoś opiekować watahą...wspierać...pocieszać...A kto pocieszy mnie? Westchnąłem.Poleciałem myślami w kierunku rodziny. Skąd przybywam? Kim są moi rodzice? I kim ja jestem?
- A jak myślisz?- Odwróciłem się gwałtownie spoglądając na jarzącą się sylwetkę ducha.Wilk usiadł obok rozkładając się na krześle. Obrzuciłem go przelotnym spojrzeniem. Duch chwycił  niedbale butelke pełną starego piwa i spojrzał na mnie. - Ładna wataha. Twoja?
- Nie - spojrzałem na niego z obrzydzeniem. - Kim ty jesteś?
Basior zarechotał.
- Nie poznajesz mnie, smyku?
Przez głowe przeleciała mi dziwna myśl.
- Jesteś moim ojcem?
Duch spojrzał na mnie rozbawiony.
- Gdybym był twoim ojcem nie wychowałbym cię na takiego mami-synka - podniósł szklankę. - Chcesz?
- Nie, dzięki - wilk upił potężnego łyka, mówiąc: - Już wiesz kim jestem?
- Nie i nie - westchnąłem- Podpowiedź?
Duch spojrzał na mnie jak na głupka swoim pustym wzrokiem.
- Może tak - Pamiętasz Las Britherty? - i od razu przepełniła mnie wizja.

***
Widziałem siebie, w lesie, pośrodku polany. Nie byłem dorosły - byłem małym dzieckiem. Prawdziwy ,,ja" unosiłem się nad polaną. Zewsząd pachniało wrzosami, wczesną wiosną i mokrą trawą.Uwielbiałem to miejsce.Wypełniłem płuca świeżym powietrzem.Spojrzałem na małego, kruchego szczeniaka pod sobą. Nagle obok jak z podziemi wyrosło kolejne dziecko.Miał brunatną poczochraną sierść, nieskazitelnie zielone oczy i ten szelmowski uśmiech. Przypominał typowego, wilczego urwisa. Miałem dziwne wrażenie że kogoś mi przypomina ...
- Posłuchaj  -zwrócił się do małego Shaya. - Mam plan. Pójdziemy do Watahy Czarnej Krwi(nazwa wymyślona losowo) i ... - Niestety szczeniak zniżył głos do szeptu.Dobrze znałem tą nazwę. Była to wataha, największy wróg Watahy Szklanej Pełni, mojego dawnego domu.
Shay odskoczył.
- Czy to aby na pewno dobry pomysł? - zapytał(em) niepewnie.
- A co? Masz cykora?
- Ja nie jestem pewnien czy ...
- No chodź! Będzie fajnie!
- Ale ...
- No cóż - westchnął teatralnie. - W końcu to wyprawa nie dla słabiaków i tchórzy!
Zacząłem się zastanawiać czy słowo ,,słabiak" istnieje ale zdałem sobie sprawe że to tylko szczenię.
- Tchórz, tchórz,tchórz,tchórz,tchórz,tchórz - nawoływał okrążając Shaya. Szczenię skuliło się po czym pisnęło nieśmiało: - No dobra pójdę...
- I OTO CHODZI! - szczeknął wilk. Teraz już wiedziałem czemu wydaje mi się znajomy. Ten sam głos ...To był Sock , mój przybrany brat. Serce mi ścisnęło kiedy wspomnienia zalały mi umysł ...
- Wielkie HURRAA dla naszej dwójki!HUUURRRAAAA!
- huraaa ... - westchnął Shay bez przekonania i ruszył za Sockiem.
Fala wspomnień przekierowała mnie w inne miejsce. Bardzo dobrze strzeżone. Ze wszystkich stron otaczały polankę ostre niczym szpony skały, tworzące mur. Dostrzegłem Shaya kulącego się pod jednym z nich. Podbiegł do niego Sock.
- Gotowe - szepnął.
-Zbierajmy się już, dobra..?
-Spoko.
Mózg przeszyło mnie przerażające wycie. Wykryli ich.
- SZYBKO! - wrzasnął Sock. Oczy Shaya zaokrągliły się jak spodki po czym wystrzelił jak torpeda wyprzedzając Socka. Zakryłem pysk łapami. Dobrze wiedziałem co się teraz stanie.Nie nie  nie nie nie ...
Sock potknął się.Shay zatrzymał się nagle.
-Sock szybko! - ponaglał.
Szczenię podniosło się. Z dala dało się słyszeć wycie.Sock ruszył z kopyta. Przed nimi wyrusł kanion.
-Damy radę! - ponaglał Sock.
- Nie dam rady! - pisnął Shay.
- Pomogę ci!
Szczenię zamknęło oczy. Podskoczyło w biegu, a Sock wypchnął go na drugi ... brzeg xD. Shay poturlał się i uderzył w drzewo. Drugie szczenie nie miało tyle szczęścia. Wyskoczyło  w gurę ale nie trafiło dalej. Wrzasnęło i chwyciło się krawędzi. Shay oprzytomniał i podbiegł.
- Złap się mojej ręki!
Wyciągnął ją słabo ale nie udało się. Wycie zgłośniało.
- Uciekaj
-Nie!!! Nie zostawie cię!
- Dłużej ... nie...dam... rady ... - puściło się z wrzaskiem. Shay darł się ze łzami w oczach.
-BRACIEEE!!!!
***
 Otworzyłem oczy.
- I jak? - zapytał duch.
- Jesteś ...Sock? - zapytałem niepewnie.
Duch odwrucił głowę bawiąc się szklanką.
- Co tu robisz?
(C.D.N bo mi się dalej nie che_)

piątek, 13 czerwca 2014

Od Amicitii i Lionela

   Spojrzeliśmy w niebo. Wszędzie porozsiewane były gwiazdy, nadając naszym oczom, wpatrzonych w światełka, niesamowitych poświat.
   -Ja, Amicitia, z Watahy Srebrzystego Nieba, oddaję wam swój los!
   -Ja, Lionel, z Watahy Srebrzystego Nieba, przekazuję wam swój los!
  Gwiazdy mrugnęły i powoli rozsunęły się, ukazując dziurę w niebie. Przeznaczenie nigdy nie umrze, zawsze będzie trwać. Jest okrutne, podwładne życia, kieruje śmiercią i narodzinami, celem każdego człowieka, czy zwierzęcia. Czasami warto złożyć mu ofiarę, by nie wściekł się i nie zesłał ogni piekielnych.
   Takimi ofiarami stały się te dwa wilki. Same chciały, bo tak nakazał im los. Nikt ni jest wolny, każdym kieruje los. Ale najtwardsi mogą go zmienić. Ale one nie chciały, były słabe.
   Dziura w niebie zasklepiała się, oddając gwiazdom należyte miejsca. A na klifie nie było już dwóch wilków.

środa, 11 czerwca 2014

Alfa

Noo cóż .. Nie mam zamiaru dłużej tego ciągnąć więc podam wszystko tu i teraz ... Przegłosowaliście! Co prawda głosów było tylko 3 ale i tak połowa watahy jest nieobecna ... Mam nadzieję, że wybór okaże się słuszny bo Alfą zostaje ....Katrina! Gratulację! Niestety nie będzie jej do piątku, z powodu pewnych problemów. ...




Katrina i Lili nieobecne!

Lili i Katrina są nieobecne, więc nie mogą pisać opowiadań za siebie ani dokańczać innych. Proszę abyście nie pisali opowiadań dla nich!

wtorek, 10 czerwca 2014

Od Strangera

Otrzepałem się od brudnej ziemi i poczłapałem w kierunku jaskini. Leżała tam Amy . Uśmiechnąłem się do niej i usiadłem obok .Wpatrywała mi się głęboko w oczy . Nagle spojrzała się w dół na kamienną posadzkę i  mruknęłam
- Wiesz Stranger , chciała bym założyć rodzinę ...
-Nie ma sprawy . A z kim konkretnie ??? - zapytałem . Amy zrobiła dziwne oczy i zachichotała . Po moich słowach zmieniała tematy , ale mi w ciąż w głowię galopowały myśli o Rodzinie . W końcu nie wytrzymałem i warknąłem na Amciti .
- Powiedz w końcu z  kim chcesz założyć rodzinę ????!!!! -Amy przerażona uśmiechnęła się lekko i dotknęła swoim zimnym nosem mojego nosa .
- Już chyba wiesz prawda ??? - Zapytała . Kiwnąłem głową . Nie wiedziałem co powiedzieć . Może dla tego że byłem tak nią zauroczony że nie widziałem po za nią niczego innego . Nagle Amy odwróciła się i pobiegła w głąb lasu , a ja jak zahipnotyzowany Amy pobiegłem w podskokach .
C.D.N
<Amy ? > PS .Sory że takie krótkie nie miałam weny :3