niedziela, 1 czerwca 2014

Od Thalii

Leżałam w jaskini. Jak mogła?! Dlaczego akurat Sombra?! Przecież to beznadziejne ....
Nagle to jaskini wlazł wilk. Była to Rencherivie.
- Czego chcesz ...? - burknęłam. Nie miałam ochoty na rozmowę, i już nigdy nie będę miała.
- Ciociu .... - pisnęła - Dlaczego Alfa popełniła samobójstwo? Tata mówił że wtedy zostawia się tych których kochasz.
Rzuciłam jej krótkie spojrzenie.
- Nie obchodzi mnie to - przerzuciłam głowę w drugi bok. Nie chciałam nikogo widzieć, słyszeć ani nawet czuć. Patrzyłam przed siebie naiwnie. Była moją przyjaciółką jak zresztą wszystkich innych. Teraz Kimm, zostanie sam a on przecież od niedawna jest Samcem Alfa. A może popełni samobójstwo żeby być z Sombrą ...? W tedy będzie koniec ..
A może Sombrę dotknęło szaleństwo? Na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi. Pierwszy raz od tak dawna spadła jedna łza z mojego oka.
- Zostaw mnie...- mruknęłam poirytowana.
Waderka posłusznie wyszła. Zatrzymała się jednak przy wyjściu.
- Napewno? Wyglądasz jak . ... - namyśliła się przed odpowiednim słowem, którego najwyraźniej nie znalazła - Jak nie ty ...
Warknęłam. Rene wyszła bez gadania.
~~~~~~~~
Po godzinie wylazłam z jaskini. Miałam w dup*e wszystko, mogłam także spaść z klifu było by od razu lepiej. Zdawało mi się że cała wataha się rozpadnie i poz pada z klifu za Sombrą. Nie długo ten klif będzie nosił nazwę " Śmiercionośny Klif Watahy Srebrzystego Nieba" czy coś w tym stylu. Zobaczyłam Kimm`ego który z odrobiną wahania patrzył w głąb klifu. A niech se spada. Jak zawsze gdy jestem zła wokół mnie robi się bariera. Widziałam mojego brata który rozmawiał z Anashelle, Lionela i Charlie beznadziejnie znudzonych, Amy i Strana leżących na trawie i gapiących się na siebie jak hipnoza, Feniksa leżącego smętnie (rozplaskany ) w jaskini a obok Kiiyuko która zalewała się łzami, Lizziego i Clear którzy na drzewie (O.o) również ze łzami w oczach przykładali sobie łapy do uszu, Lili i Muzyka patrzących się spokojnie w Samca Alfę który wahał się zrzucić z klifu, Katrinę próbującą uspokoić Tajfuna i Rene od nagłego wybuchu płaczu, Kolosa który dziwnym sposobem próbował sam siebie uspokoić by nie zamienić się w demona (chociaż od dawna nim jest ...) ,Chris patrzącą się dziwnie na to całe widowisko nie wiedząc o co chodzi,Madelyn próbującą uspokoić się zabijając królika dawno już zabitego, Malo i Ina siedziały w jaskini zakrywając łapami oczy,Kasumi kręcącą się w kółko, Sashy,Haru i Emmy nie było. Najwyraźniej w jaskini zalewając ją łzami.
Tupałam tak głośno że robiły się pode mną małe szczelinki.
Nagle ku mojemu zdziwieniu zemdlałam.
<Ktoś? Shay? Może Lili? A może Kimm? Ktokolwiek?>

Od Katriny

Kiedy Sombra skoczyła z klifu, moje oczy napełniły się łzami.Nie mogłam znieść, że najwspanialsza wadera na świecie zginęła, nie mogłam znieść myśli, że nigdy już nie usłyszę jego pięknego głosu.Przywiązałam się do niej, traktowałam ją jak własną siostrę.
Spojrzałam w płomienny napis.Teraz byłam już wykończona.Miałam ochotę popełnić samobójstwo, ale nie mogłam, choć nikt nie przejął by się moją śmiercią.Teraz skupiłam się na ochronie najbliższych, czyli całej watahy.Nie mogę pozwolić żeby ktoś z nich zginął.Nie teraz, już nigdy.
W pewnym momencie podeszła do mnie Rene.
-Mamo, czy ciocia Sombra już nie wróci?-zapytała, a ja ze łzami w oczach odpowiedziałam.
-Nie wróci...-odbiegłam z tego miejsca.
Przypomniałam sobie coś.Po moim dołączeniu do tej watahy, Sombra podarowała mi wisiorek, który nawet po jej śmierci miał mi o niej przypominać.Wróciłam i oznajmiłam całej watasze:
-Sombra zginęła nie na marne.Nie będziemy teraz płakać i użalać się nad sobą.Życie toczy się dalej, nawet jeśli ktoś taki jak nasza alfa jest nie wiadomo gdzie.Jest w naszych sercach, i zawsze tam będzie.
Te słowa podniosły niektórych na duchu.Wiem, że jest wśród nas, i będzie z nami zawsze...

Wisiorek podarowany mi przez Sombrę:


Od Kimm'iego


   Płakałem. Wszyscy patrzeli na mnie spokojni.
    - A wy co?! - Warknąłem przez łzy. - Nie czujecie co to strata!
   Ukazałem kły i rzuciłem się do ucieczki. Na mojej drodze stanął Liz. Rzuciłem mu krótkie nienawistne spojrzenie i warknąłem. Szczenię w popłochu pobiegło do swej siostry. Uciekałem z łzami w oczach. I wtedy...
~~
   Charlie stała przede mną i wyglądała inaczej... Nastroszona, gotowa do walki. Wkurzała mnie.
    - Co ci Ki... Ojcze?! - Krzyknęła. Owszem zdziwiło mnie słowo ojcze ale dalej czułem nienawiść do wszystkich.
    - Odsuń się młoda. Nawet ty! - Rzuciłem. Charlie stała jak wrośnięta w ziemię. Rzuciła się na mnie.   Odrzuciłem ją skrzydłem. Biegłem dalej.
~~
   Siedziałem już godzinę na skraju lasu. Płakałem. Nagle zobaczyłem ducha Sombry.
    - Nie płacz, kochany. - Powiedziała uśmiechnięta. Spojrzałem na nię z nienawiścią.
    - Idź... ODEJDŹ! - Warknąłem. - Czego tu szukasz?! Do czego ci jestem potrzebny?! CZEMU MNIE ZOSTAWIŁAŚ?!
    - Kimm...
    - Zamknij się! Jak mogłaś?! A ja cię kochałem...
   Uciekłem. Rozsunąłem skrzydła i wyskoczyłem do góry. Czułem cios w serce.
    - Kimm kocham cię do teraz.
    - Ta łatwe wytłumaczenie. Zwaliłaś na mnie całą robotę, osierociłaś dzieci i mnie porzuciłaś. - Odwróciłem się do niej i powiedziałem szeptem: - A ja miałem nadzieje, że wreszcie będę mieć rodzinę...
   Unosiłem się akurat nad klifem.
<Sombra? Jak możesz dokończyć...>

sobota, 31 maja 2014

Od Lili CD

  Gdy moja córka straciła przytomność zaczęłam biegać spojrzeniem po jej ciele. Na przedniej łapie zauważyłam dwa ślady jak po ugryzieniu węża. Przypomniałam sobie, że bawiły się razem z Clear, a ta jest niewidoma i nie umie latać.
    - Biegnij szukać Clear!- krzyknęłam rozkazująco do siostry siedzącej obok mnie. Ta od razu ruszyła wychwytując w moim głosie zaniepokojenie.
   Dotknęłam głowy Emmy. Od razu zobaczyłam jej ostatnie wspomnienia. Po widoku węża wszystko wokoło zamarło spowite ciemnością. Próbowałam wyrwać się z transu ale to było silniejsze. Stałam unosząc się swobodnie w pustce jakby na desce. Po chwili usłyszałam szyderczy głos Jacka- brata Sombry, ale samego mówcy nie dostrzegłam.
    - Ta wasza zapluta wataha pokrzyżowała moje plany o przejęciu tych terenów, a teraz ja odbiorę wam to co dla was jest najcenniejsze [śmiech].
   Byłam zaniepokojona. Postanowiłam z nim negocjować.
    - A jeśli damy ci coś innego? Zostawisz nasze szczeniaki?
    - A cóż by to mogło być.
   Przełknęłam ślinę i pomyślałam o moim życiu. O tym jak tęskniłam do rodziny, do tego czego nie znałam. A teraz mogę to wszystko tak łatwo stracić. Nie może się to tak skończyć. Oni mają jeszcze całe życie przed sobą, a ja już przeżyłam najpiękniejsze chwile: mam przy sobie ukochanego męża, dwójkę dzieci i przyjaciół, a przez niespełnioną żądze władzy jakiegoś psychopaty mam to wszystko stracić? Mogę się poświęcić dla nich, ale i to może być na marne, bo jeśli on nie dotrzyma obietnicy...
    - Śmiała decyzja,- usłyszałam łotrowski głos - ale czy jesteś jej pewna?
   Nie odpowiedziałam tylko pokiwałam głową niepewnie. Lecz po chwili odezwałam się:
    - Ale musisz mi przyrzec, że dotrzymasz obietnicy.
   Po tych słowach zjawił się przede mną Jack jak żywy, ale duch, ze sztyletem w pysku. Rzucił narzędzie na ziemie, pod moje łapy.
    - Więc jeśli mi nie wierzysz złoże przysięgę- pierwszy raz słyszałam taki ton u tego zdrajcy, ale był bardzo przekonujący. Basior złapał za sztylet i naciął łapę tak, by leciała z niej krew, a potem podał go mnie. Zrobiłam to samo i podałam mu ostrożnie łapę.
   W jednej sekundzie poczułam okropny bul w głowie i palenie w żyłach. To był jad. Przeszedł z Emmy na mnie.
   Otworzyłam oczy stałam przy córce jak wcześniej i wyglądało na to, że czas się zatrzymał, bo jeszcze widziałam ogon Kat znikający w trawie. Po chwili nastąpił triumfalny okrzyk wadery i zza zarośli wyłoniły się obie z Clear. Nic jej nie było(całe szczęście, że tajpan, w którego zmienił się Jack, ma to do siebie, że może ugryźć na sucho- bez jadu).
   Byłam słaba, ale coś nieznanego dodawało mi energii, żebym mogła jeszcze wytrzymać. Zaprowadziłam waderki do wolnej jaskini, by tam z dala od upału i przemyśleć wszystko, a zarazem sprawdzić prawdziwość słów Jacka.
<CDN Do czasu kiedy nie nastąpi proszę nie pisać dla mnie opowiadań do dokończenia>

Od Sombry "Ostatnie Chwile"

   Nie miałam pojęcia co się ze mną działo. Zaczęłam ostatnio miewać dużo samobójczych fantazji i tym podobnych. Kimm próbował mnie pocieszać, mimo, że nie wiedział o co chodzi. Zresztą, nie mówiłam mu o tym. Większość czasu spędzałam po prostu kręcąc się w kółko. Nie wiedziałam jaką podjąć decyzję. W końcu, postanowiłam odciąć się od innych, by móc spokojnie myśleć. Postanowiłam iść do wyimaginowanego grobu Anabelles. Kiedy dotarłam na miejsce, wzniosłam barierę cienia i usiadłam w kącie groty, przed roślinnym portretem martwej wilczycy.
   Trwałam tak przez tydzień. Już od jakiegoś czasu słyszałam odgłosy poszukiwań, ale z niewiadomych powodów nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, by sprawdzić to miejsce. Ósmego dnia moich przemyśleń, dźwięki te ucichły. Pewnie myśleli, że nie żyję. Teoretycznie, mogłam zostać na grobie przyjaciółki i umrzeć, ale nie chciałam odejść w ten sposób. Tak, to było postanowione - umrę. Zostawię wszystko i wszystkich samym sobie. Nie przeszkadzało mi to.
   Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale odkąd urodziłam szczeniaki, zaczęło ogarniać mnie szaleństwo. Nie wiem dlaczego to właśnie przez dzieci, ale tak było. Nie byłam w stanie się nimi zajmować, ale kochałam je. Nie żałowałam, że je zostawię, były na tyle dojrzałe. Moje uczucia były rozrywane na strzępy. Byłam spokojna, ale też się bałam, panikowałam. Nie byłam w stanie tego znieść, dlatego byłam w takim stanie, w jakim byłam.
   Potrząsnęłam głową, zniosłam barierę i wybiegłam na zewnątrz. Minęłam po drodze Clear. Łzy stanęły mi w oczach.
    - Przepraszam! - krzyknęłam.
   Echo mojego wrzasku niosło się jeszcze długo, potęgowane przez kolejne, które wydobywałam z siebie. Właściwie wyłam cały czas. Cała wataha się zbiegła. Wpatrywali się we mnie z przerażeniem. Moje futro było w nieładzie, a oczy błyszczały szaleństwem. Moje łzy leciały z wiatrem. Nagle przestałam płakać. Wycie zastąpił szaleńczy śmiech. Zwolniłam i podeszłam do Shyninga. Nachyliłam się nad nim i szepnęłam.
    - Wybierz kogoś godnego na moje miejsce...
    - Som..? - nie dokończył.
   Znów się rozpędziłam i skoczyłam z klifu. Powietrze w moim futrze szalało wraz ze mną. Krzyczałam ze szczęścia, mogłam opuścić ten świat! Wiedziałam, że mam skrzydła, ale położyłam je po sobie. W ramach ostatniej woli, zapłonęłam i posłałam ten płomień na ziemię. Płakałam i śmiałam się jednocześnie. W tym momencie spadanie w dół wydawało się niesamowicie długie. Ku mojej uldze, nareszcie uderzyłam w ziemię.

   ***  
  Nadal widziałam. Tyle że nie tak jak zwykle. Unosiłam się w powietrzu, a wszystko było lekko rozmazane. Widziałam Shaya, Kimm'iego, Clear i resztę watahy. Płakali. Po mnie. To nie miało tak być. Podleciałam do nich i przekrzywiłam im głowy tak, żeby patrzyli na płomienny napis. Widniało tam:
   "Żegnajcie".
   Uspokoili się. Wiedzieli przynajmniej, że zdawałam sobie sprawę z ich uczuć. Ja też odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że sobie poradzą. Jednak chciałam zostawić po sobie ślad. Miałam nawet pomysł. Spojrzałam na swoją córkę i uniosłam ją w powietrze. Zabłysło wokół niej białe światło. Właściwie, stało się tylko tyle. Postawiłam ją na ziemi. Pomimo, że na razie o tym nie wiedziała, była jednym z najbardziej wyjątkowych wilków na świecie, nawet, jeśli była ślepa.
   Posiadała żywioł Czasu.
<Shay? Wybierz kogoś dobrego na moje miejsce.>

piątek, 30 maja 2014

Od Lionela

   Siedziałem nad rzeką, pogrążony w myślach. Myślałem nad watahą i moim uczestnictwem w niej. Tak właściwie to nie mam pojęcia, co myśli o mnie Charlie. Chciałem, aby była szczęśliwa, ale jej chyba nie o to chodzi. A z resztą nie wiem. Postanowiłem zapytać ją prosto z mostu.
   Siedziała w jaskini i rozmawiała z Sombrą. Podszedłem do nich, poprosiłem alfę, aby wyszła, a ta, rzucając mi znaczące spojrzenie, szepnęła coś do ucha Charlie. Ta zaśmiała się i wskazała mi miejsce poprzedniej rozmówczyni. Przyklapnąłem jak na szpilkach.
    -Cha...Cha...
    -Cza-cza? Czy raczej się śmiejesz? Chcesz zabawnie tańczyć, czy jak? - powiedziała uśmiechając się.
    -Ja...ten, tego...no...
   Ku mojej uldze, do jaskini weszła mała, śliczna waderka, różowa, ale wymęczona do granic możliwości. Charlie zarwała się i podbiegła do niej. Wilczyca praktycznie słaniała się z łap.
    -Potrzebuję...Pomocy...Proszę.
   Powiedziała to i zemdlała. Jej futro było brudne, sklejone błotem. Oboje wpatrzyliśmy się w nią. Wyglądała spokojnie, jakby poczuła, że jest bezpieczna. Spojrzałem na Char.
    -Myślisz, że moglibyśmy ją przygarnąć?
<Charlie?>
Wilczyca, która przypałętała się do nas:


Od Amy

   Wadera nieprawdopodobnie mnie wkurzyła swoją wolą walki. Nie chciałam miłości, przyjaźni, a wszyscy mi ją okazywali! No, może nie wszyscy, ale większość. Jeszcze mnie wskrzesiły...Pewnie kogoś zabiję, pomimo tego, że duchy opuściły moje ciało. Patrzyłam na fale rozbijające się tysiącami kropel w dole zbocza. Ruszyłam do przodu. Skoro mogę zabić, albo chociaż skrzywdzić kogoś innego, to dlaczego nie siebie. Waderka nawoływała mnie, abym nie skakała, ale dopiero niski głos sprawił, że zatrzymałam się z pazurami wbitymi w ziemię.
    -O co ci właściwie chodzi? - powiedział zaniepokojonym głosem Stran. Widać, że był zmęczony.
    -Dlaczego nie odejdziesz, jak każdy? - odwarknęłam.
    -Bo nie chcę, abyś umarła! Zależy mi na tobie! - wykrzyknął, zanim zdążył ugryźć się w język. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Nie wiem, jak moje oczodoły wypełniły się z powrotem, ale to bez znaczenia. Liczy się tylko to, że moje krwistoczerwone źrenice powiększyły się, gdy zobaczyłam wilka, który podszedł do mnie i usiadł.
    -Będę tu siedział i cię pilnował.
   Wyraz jego pyska rozbawił mnie. Wyglądał na zawziętego. Parsknęłam i zaczęłam się szaleńczo śmiać. Nie mogłam przestać. Rozkaszlałam się. Czułam, jak powietrze ucieka z moich płuc. Dusiłam się. Wiedziałam, czyja to sprawka. Dusze nie miały zamiaru opuszczać ciała żywego. Nie mogły. Dopóki wilk żyje, dusze są do niego przywiązane. Pojawiły się tuż obok mnie, zgrzytając kłami, czy tam zębami. Rovee, jako przywódczyni, odezwała się pierwsza.
    -Słuchaj no, dziewucho. Miałaś umrzeć! Jesteś zbyt nudna, aby cały czas być tobą! A z resztą, wystarczy, że pokierujemy tobą, abyś spadła, skoro jesteś odporna na duszenie. Dziewczynki. - powiedziała zatrzymując się w niektórych miejscach, a po ostatnim słowie wskazała łapą na mnie. Pozostałe trzy rzuciły się na mnie, a ja odskoczyłam, trafiając łapą w pustkę. Krzyknęłam z bezradności i spadłam.
   Woda powoli dostawał mi się do oczu, uszu, a najgorsze, że do płuc. Chyba jednok nie jestem odporna na duszenie...

poniedziałek, 26 maja 2014

Od Rene

Siedziałam sobie w jaskini.Był to upalny dzień, więc próbowałam chować się przed promieniami słońca.Znudziło mi się to, więc ruszyłam do jaskini Sombry, gdzie zapewne jest reszta watahy.Tak, nie pomyliłam się.Do jaskini w tym samym momencie weszły trzy wilki, a raczej cztery - Stranger, Amy, Kimm i nieznajoma mi wadera.
- Stran, co jest z Amy?-zapytałam zaniepokojona.
- Ona...Nie żyje...
- Co?!-krzyknęłam ze łzami w oczach.
Nie znałam jej, ale miałam zamiar to zmienić, lecz było to niemożliwe.Nie wiem czemu, ale pociągnęłam Anashelle za łapę i położyłam ( tą łapę )na martwej waderze.Ja uczyniłam to samo.Wszyscy obserwowali to zdarzenie z zaciekawieniem.Amy po kilku minutach ożyła!Rzuciłam się jej na szyję, a ta błyskawicznie mnie odepchnęła.Upadek nie był silny, a łagodny.Wypytywaliśmy ją o wszystko.Nie była zbytnio nastawiona na rozmowę.Poszła w stronę klifu.Pobiegłam za nią.
- Amy, co ty robisz?Chcesz się ponownie zabić?!
- Może to dla mnie najlepiej. Jestem zagrożeniem.
- Wcale nie!
- Podaj pięć powodów dla których mam tu zostać.
- Emmmm...
- Widzisz sama...
Szybko spojrzałam na pobliski krzew, z którego po chwili wyłonił się wilk.

< Ktoś? Nie wiem kto ale mam pustkę w głowie >

sobota, 24 maja 2014

Od Sashy

Pogładziłam ślad łapą. ,, Już blisko" . Wskoczyłam na drzewo, mocno podpierając się ogonem.  Pode mną rozciągała się nieskończona puszcza. Powąchałam powietrze. ,, Pobiegły na północ" Skoczyłam przed siebie, z wyciągniętymi łapami. Kiedy stanęłam na krawędzi polanki, wyprężyłam ciało, robiąc tak zwany śrubokręt i wskoczyłam na kark jelenia. Zwierzyna nie spodziewała się ataku, toteż uciekła w popłochu. Unieruchomiłam ofiarę. Opadła zakrwawiona na ziemię, a ja zatopiłam szczęki w jej brzuchu. ,,Stop!" - mówił mi instynkt. - ,, Najpierw zaciągnij jedzenie w bezpieczne miejsce, zapach krwi przyciągnie drapieżniki." Puściłam jelenia i wytarłam pysk o łapę. Chwyciłam go za łeb i zaciągnęłam w stronę pieczary. Upewniwszy się, że jest pusta i bezpieczna zaczęłam posiłek. Zostawiłam resztki , nie do zjedzenia, które i tak zakopałam w ziemi, .,, Nikt nie może wpaść na mój trop" - stwierdziłam. - ,,Ziemia stłumi zapach krwi"
Wyszłam i wskoczyłam na kolejne drzewo. I tak wyglądał kolejny dzień.
***
,,Coś się zbliża". Obniżyłam pysk. ,, Jest blisko". ,,Jest tuż pode mną" Zaczepiłam się ogonem o gałąź, wyciągnęłam łuk i zawisłam jak nietoperz na gałęzi ze strzałą wycelowaną w pysk ... wilka! Krzyknął, po czym cofnął sie.
- Przybywam w pokoju! - pisnął. - Nie zabijaj mnie!
 Wyczułam szczerość. Opuściłam grot, ale nie zdjęłam łapy z łuku.v Jego postać była odwrócona do góry nogami z czego nie wiedziałam jak wygląda dokładnie.
- Możesz już zejść - zapewnił mnie.,, Nie rób tego!"mówił instynkt ale nie posłuchałam go i zeszłam.
- Jestem Kimm, a ty?
- Sasha - powiedziałam choć głos mówił bym nie podawała imienia.
- Chciałabyś dołączyć do mojej watahy? - zapytał mnie.Przekrzywiłam głowę.
- A co to takiego?
Zamilkł.
<Kimm? Ktos?>

Od Strangera

 Przez chwilę nie wiedziałem gdzie biegnę. Coś kazało mi uciekać , jak najdalej, ale nie mogłem zostawić Amy. Zawróciłem w stronę lasu. Biegłem tą samą drogą co wcześniej kiedy zatrzymało mnie dziwne zjawisko. Trzy jaśniejące duchy unosiły się nad lasem, szepcząc między sobą. Dałem nura w krzaki mając nadzieję, że dziwne dusze nie zauważą mnie i uda mi się je ominąć. Istoty zaczęły się oddalać. Odetchnąłem głęboko i podkradłem się w głąb terenów. Dusze stały się już nie widocznymi punkcikami na niebie. Pobiegłem w ciemność.
***
Zakrwawione zwłoki Amy leżały skulone na ziemi. Podbiegłem do niej, przerażony. Co się stało?
- Musi być jakaś nadzieja! - mruknąłem z rozpaczą. ,,Nie ma już nadziei" słyszałem głos w głowie.Amy była już martwa. To nie mogło się tak skończyć. Miała dopiero 3 lata - całe życie przed sobą. Nie znalazła miłości, nie założyła rodziny, nie miała dzieci ... Przez chwilę mi się zdawało, że ja mógłbym być tą miłością, ale otrząsnąłem się z tej myśli. Amy traktowała mnie tylko jak przyjaciela, może nawet tylko pacjenta. Zresztą to już nie ma znaczenia ...Zamknąłem jej bezokie oczodoły, łapą. Chwyciłem jej wiotką sylwetkę i zawlokłem nad rzekę. Opłukałem  z krwi po czym zaniosłem do watahy.
*
Wszyscy patrzyli na nią z przerażeniem. Ale ja nie zwracałem na nich uwagi. Podreptałem prosto do jaskini Sombry. Siedziała tam jak zwykle zajęta doglądaniem watahy. Kiedy mnie zobaczyła, podbiegła do mnie i spojrzała ze smutkiem.

<Ktoś? I fajnie by było jakby Amy ożyła xD >